3/20/2018

Dotyk Boga czyli rozważania o miłosierdziu i sensie życia. Część II.

  Dotyk Boga czyli rozważania o miłosierdziu i sensie życia. Część II.
Część druga moich refleksji po przeczytaniu "Dotknij Boga" Patryka Świątka,tu część pierwsza.

Drugi niezwykle dla mnie ważny moment tej książki, który w połączeniu ze słowami br. Karola z początkowego rozdziału, tworzy swoistą klamrę opowieści, to odważne słowa o jałmużnie.
Ostatnim miejscem, do którego trafił w swej podróży Patryk, był mieszczący się w katowickim familoku klasztor braci kapucynów. Sami żyją niezwykle ubogo, utrzymują się z jałmużny i tego co ześle Opatrzność, a ich misją jest pomoc bezdomnym, alkoholikom, narkomanom. 
"Wbijam kij w mrowisko i powtarzając znane w społeczeństwie argumenty, mówię, że przecież taka doraźna pomoc nie ma sensu. Że dopóki ci bezdomni będą mogli zjeść tutaj obiad, nie ruszą się z miejsca i nie zmienią swojego życia.
- Ale w dawaniu, w jałmużnie, w ogóle nie chodzi o tego, który ją otrzymuje. Chodzi o ciebie. To walka o twoją duszę - odpowiada Marcin. (jeden z braci) - Gdyby Bóg chciał, żeby Jurek, nasz sąsiad z krzaków, miał wille i dziesięć samochodów, to by mu je dał. Twoje pieniądze w niczym mu nie pomogą, Pan Bóg już się o niego zatroszczy tak, jak będzie trzeba. One mogą pomóc tobie, jeżeli z miłości do drugiego oddasz mu tyle, że to będzie dla ciebie wyrzeczenie, że cię to zaboli. Powiem więcej: jeżeli TY decydujesz, komu i ile dać, jeżeli TY wybierasz, komu się one należą, jeżeli czujesz się z tego powodu dumny, to możesz sobie taką jałmużnę o kant dupy rozbić. Ty masz czuć, że wszystko co posiadasz, i tak nie należy do ciebie. Masz mieć w głowie poczucie, że jeżeli darmo dostałeś, to teraz darmo możesz oddać, a komu i ile, niech zdecyduje Pan Bóg.
Kiedy pytam skąd w takim razie wiedzą, kiedy dając nie szkodzą, odpowiadają że wtedy się modlą i czytają Pismo Święte. Tam zawsze znajdują odpowiedź." (fragment książki)


Nie wiem czy ten cytat wymaga dodatkowego komentarza. Dla mnie jest odpowiedzią na wiele pytań i wyraźnym wezwaniem do jałmużny, oczywiście na miarę moich możliwości. Ale taką, którą boleśnie odczuję (niekoniecznie tylko w portfelu), która będzie tym wdowim groszem. I dodatkowo, że koniecznym jest umocowanie jej w modlitwie prośby do Pana, by wskazał komu, co i kiedy mam ofiarować. I proszenie o siły na to. Bo kiedy czytam o codziennych zmaganiach, wyrzeczeniach i zaufaniu opisanych przez Patryka ludzi, to mam przekonanie, że to po ludzku nie jest możliwe. Że bez Bożej łaski nikt by na takim altruizmie daleko nie ujechał. To musi być coś więcej.

To, jak żyją katowiccy bracia przypomina mi Franciszkanów Odnowy, inaczej nazywanych braćmi z Bronksu. Założona przez 8 kapucynów, którzy chcieli jeszcze radykalniej naśladować św. Franciszka z Asyżu i w latach 80. zamieszkali pośród najuboższych nowojorczyków - na Bronksie. A oprócz pomocy i ulicznej ewangelizacji, bracia robią też muzykę, oto cover jednej z mojej ukochanych piosenek: 

Warto sięgnąć do książki o nich "Bracia z Bronksu" Luca Adriana. Czytałam ją już dość dawno, ale nadal mam w pamięci jak bardzo poruszył sposób życia tych ludzi, którzy poszli radykalną ścieżką miłosierdzia. "Dotknij Boga" jest kolejnym świadectwem tego, że są tacy ludzie, którzy już teraz i tutaj budują Królestwo Boże, poświęcając temu całe swoje doczesne życie. Pokrzepiająca, a zarazem motywująca świadomość.





Obie pozycje, które niby przypadkowo trafiły do mnie teraz, w okresie Wielkiego Postu, a które w sposób tak dosłowny traktują o jałmużnie, nie mogą być zbiegiem okoliczności. Wiem, że jeszcze za dużo we mnie "starego człowieka", za mało wiary i gotowości wypłynięcia na głębie, ale czuję, że każda taka lektura zbliża mnie o kolejny krok do radykalizmu w miłosierdziu i wierzę, że nadejdzie taki dzień, gdy będę gotowa. A tymczasem pozostaje mi karmić się takimi książkami. Co i Wam, drodzy czytelnicy, polecam, to otwiera serce.


3/18/2018

Dotyk Boga czyli rozważania o miłosierdziu i sensie życia. Część I.

  Dotyk Boga czyli rozważania o miłosierdziu i sensie życia. Część I.
Jakoś tak się złożyło, że lektura „Dotknij Boga” autorstwa blogera Patryka Świątka przypadła na czas moich biblijnych rozważań na temat miłosierdzia oraz kolejnego powrotu tematu pomocy uchodźcom w przestrzeniach społecznych. I niesamowicie się to ze sobą łączy.
 

Książka jest opowieścią o ludziach, którzy zaufali Ewangelii i wypłynęli na głęboką wodę miłosierdzia. Głęboko mnie poruszyła, przypomniała o tej pasji, której sama kiedyś namiętnie poszukiwałam. Miałam przyjemność być w kilku miejscach opisanych przez Patryka, byłam też w kilku, do których on nie dotarł, a które niesamowicie pasowałyby do tego zbioru domów szczególnie dotkniętych przez miłość Boga. Dostąpiłam też zaszczytu osobistego spotkania z częścią bohaterów książki, co też wywołało duże wzruszenie.

Dwa rozdziały (nie wliczając rozdziału o Łanowej, bo on poruszył mnie ze szczególnych względów) zrobiły na mnie największe wrażenie. Choć tak naprawdę to nie rozdziały, a życie braci w nich opisane mocno mną potrząsnęło.

Pierwsi są Mali Bracia Jezusa - zgromadzenie znane mi od dziecka, Karol de Foucauld był obecny w moim rodzinnym domu, jego zdjęcie stało na honorowym miejscu, kilkakrotnie osobiście rozmawiałam z braćmi, w tym z br. Morisem i mogłam zobaczyć ich autentyczną miłość, którą czerpią prosto ze Źródła.

Ich założyciel, urodzony w 1958 francuski szlachcic, oficer i badacz geograficzny, Karol de Foucauld, mając 28 lat przeżył gwałtowne nawrócenie. Co ważne, proces rodzenia się wiary rozpoczął się pod wpływem muzułmanów, których gorliwą modlitwę widział na co dzień pełniąc służbę w Afryce. Pragnąc iść za Jezusem, porzucił dotychczasowe życie oraz niemały majątek i zaczął poszukiwania swojej drogi do Królestwa Bożego. Totalnie uwierzył Ewangelii, chciał być jak Jezus ubogo żyjący w Nazarecie. Po różnych doświadczeniach i próbach, studiach teologicznych i przyjęciu święceń kapłańskich, w końcu osiadł na Saharze, budując sobie glinianą chatkę pośród muzułmańskich nomadów - Tauregów. Poświęcał swój czas na gorliwą modlitwę, ciężką fizyczną pracę, pomoc okolicznej ludności i studiowanie ich języka. Gdy poznał go już wystarczająco, przetłumaczył Ewangelię na taureski, ale nigdy nie próbował nawracać. Ewangelizował przez świadectwo życia, bycie obok, miłość, troskę, odpowiedzi na zadane pytania... Marzę, by umieć tak żyć. Czyż to nie jest święty na nasze burzliwe czasy?

„Chcę przyzwyczaić wszystkich mieszkańców – chrześcijan, muzułmanów, żydów do tego, by mnie uważali za brata.”

„Moje apostolstwo winno być apostolstwem miłości, aby widzący mnie ludzie mogli powiedzieć: Skoro ten człowiek jest tak dobry, to i jego religia musi być dobra. I jeśli ktoś mnie spyta, dlaczego jestem łagodny i dobry, winienem odpowiedzieć: ponieważ jestem sługą Kogoś, kto jest o wiele lepszy ode mnie. Gdybyście wiedzieli jak dobry jest mój Mistrz Jezus!”


W 1916 roku, po 15 latach życia na pustyni, został zastrzelony przez beduińskich porywaczy walczących z Tauregami, nie pozostawiwszy po sobie żadnych naśladowców. Na szczęście zachowały się jego zapiski z opracowaną regułą.

"O czym marzę w sekrecie, to coś bardzo prostego, małego liczebnie, przypominającego pierwsze wspólnoty pierwotnego Kościoła. Mała rodzina, małe ognisko monastyczne, maleńkie i bardzo proste."

"Żadnego szczególnego ubioru - jak Jezus w Nazarecie; nie mniej niż osiem godzin pracy dziennie (o ile możności ręcznej) - jak Jezus w Nazarecie; ani rozległych posiadłości, ani okazałych siedzib, ani wielkich wydatków, ani nawet hojnych jałmużn, ale skrajne ubóstwo we wszystkim - jak Jezus w Nazarecie. Jednym słowem we wszystkim twym wzorem - Jezus w Nazarecie."

Jego pomysł na życie wspólnoty opierał się na czterech filarach:
- życie ukryte czyli naśladowanie cnót obecnych w życiu Świętej Rodziny w Nazarecie
- kontemplacja Boga, dla której wzorem jest życie ukryte Jezusa
- obecność w świecie, znów na wzór Jezusa, ciężka praca w świeckim środowisku
- miłość bliźniego, bycie z ludźmi i dla ludzi, tam gdzie tego najbardziej potrzebują.

„My nie robimy za dużo rzeczy. Po prostu żyjemy i jesteśmy z ludźmi. To jest właśnie kontemplacja w świecie” - opowiada Patrykowi jeden z Małych Braci. A spowiednik Błogosławionego powiedział kiedyś, że „Karol zmienił religię w miłość”.
Obecnie według tych zasad żyje prawie dwa tysiące zakonników i zakonnic (a także wspólnoty świeckie). Mieszkają w ubogich dzielnicach, pracują na najniższych stanowiskach - jako magazynierzy, robotnicy, sprzątaczki, pracownicy linii produkcyjnych w fabrykach, pośród osób bardzo potrzebujących Ewangelii i miłości. Nikogo nie nawracają, starają się dzielić trudy codzienności z tymi, którzy ich otaczają. Po pracy wracają do swoich małych, skromnych mieszkań, w których jeden pokój przeznaczony jest na kaplicę, aby modlić się w niej modlitwą kontemplacyjną, jednocząc z Chrystusem i czerpać od Niego siły na kolejny dzień niesienia miłości. Ach!


  „Ojcze
       oddaję się Tobie.
       Uczyń ze mną, co zechcesz.
       Dziękuję Ci za wszystko,
       cokolwiek ze mną uczynisz.
       Jestem gotów na wszystko
       przyjmuję wszystko.
       Niech Twoja wola spełnia się we mnie
       i we wszystkich Twoich stworzeniach,
       nie pragnę niczego innego, mój Boże.
       Składam moją duszę w Twoje ręce.
       Oddaję Ci ją, Boże
       z całą miłością mego serca.
       Kocham Cię
       i to jest potrzebą mojej miłości,
       żeby się dawać,
       oddawać się w Twoje ręce bez ograniczeń,
       z nieskończoną ufnością,
       bo Ty jesteś moim Ojcem.”


(Dla chcących poczytać więcej o bł. Karolu, polecam ten tekst z Gościa Niedzielnego).

W takie struny uderza Patryk Świątek w jednym z pierwszych rozdziałów swojej opowieści. I faktycznie, jak sam pisze, tylko w tym świetle da się zrozumieć dalszy ciąg tej książki. Ale o tym napiszę następnym razem. Na razie niech Mali Bracia, Siostry i ich patron zamieszkają w Waszych sercach, może i Wam uda się ich kiedyś spotkać.

3/17/2018

5 sposobów na wyrobienie nawyku codziennej modlitwy.

5 sposobów na wyrobienie nawyku codziennej modlitwy.
Podobno aby stworzyć nawyk, wystarczy miesiąc dbania  o regularność, potem to już wchodzi w krew. Ale żeby to rzeczywiście było skuteczne, warto wspomóc się pewnymi wskazówkami.


ZNAJDŹ OPTYMALNĄ PORĘ
Poszukaj najlepszego momentu w ciągu dnia. Wiele osób zaczyna dzień od modlitwy, ale nie zawsze jest to możliwe, moje dzieci prawie zawsze wstają ze mną, nieważne na którą nastawiam budzik, dlatego zazwyczaj modlę się gdy wszyscy już śpią. Może to być czas w drodze do pracy, popołudniowa drzemka malucha, spacer z wózkiem, poranny jogging (np. z aplikacją Modlitwa w drodze), przerwa w pracy. Dla każdego będzie to inny czas, wybierz ten który ma najwięcej szans na stałość oraz najmniej okazji do rozproszeń.



USTAL MIEJSCE
Wybierz jedno miejsce w domu, gdzie będziesz się modlić. Czy to dywanik na podłodze, krzesło przy biurku, wygodny fotel czy miejsce w autobusie - niech będzie zawsze to samo, to pomaga w wyrabianiu nawyku. Jeśli możesz i masz ochotę, możesz odpowiednio wyposażyć to miejsce: postawić świecznik, powiesić ikonę albo krzyż, przygotować Pismo Święte, różaniec.
 


STWÓRZ RYTUAŁ
Zapalenie świeczki, aromatyczna herbata, ulubiony koc do przykrycia nóg... Uważam, że spotkanie z tym, który jest moją Miłością, powinno przebiegać w miłej atmosferze, dlatego staram się aby wokół mnie panował ład i abym czuła się komfortowo. Mnie pomaga też stała kolejność modlitwy, więcej pisałam o tym we wpisie o Osobistym Modlitewniku (wpis o Prayer Journal), w skrócie wygląda to tak:
1. Wezwanie Ducha Świętego
2. Lektura i rozważanie Słowa Bożego
3. Uwielbienie i dziękczynienie
4. Modlitwa wstawiennicza (często z dziesiątką różańca)
5. Rachunek sumienia i modlitwa osobista


USUŃ WSZYSTKIE DYSTRAKTORY
Zadbaj, aby czas który zamierzasz spędzić z Bogiem był przeznaczony tylko dla Niego. Jeśli nie jesteś w domu sama, poproś domowników by Ci nie przeszkadzali przez określony czas, jeśli możesz się zamknąć w jakimś pomieszczeniu (sypialnia, kuchnia), powieś na drzwiach kartkę " Rozmawiam z Bogiem, proszę nie przeszkadzać". Wycisz telefon i zapobiegawczo zostaw go w innym pokoju, żeby nie kusiło zerknięcie na niego. Polecam przed modlitwą zrobić listę zadań, spraw które są do załatwienia. Dzięki temu nie będą Ci natarczywie przychodzić do głowy w trakcie modlitwy.


USTAW TIMER
Najlepiej nie w telefonie, bo przecież został w innym pomieszczeniu. Polecam taki kuchenny. Zdecyduj się na określony czas: 15 minut, pół godziny, godzina, ustaw go i dopóki nie zacznie pikać, zajmuj się tylko modlitwą. Odstaw go trochę dalej, żeby nie spoglądać co chwilę ile jeszcze zostało. Skup się i skoncentruj na Tym, z kim chcesz się spotkać. Na początku wydaje się to dziwne, ale z upływem tygodni zobaczysz, że te 15, 30 minut to za mało i zaczniesz wydłużać ten czas. Wytrwaj, a będziesz zbierać owoce pogłębiającej się relacji z Jezusem. Warto.





Copyright © 2016 Izdebka , Blogger